DAKARTERENOWE

Świetny początek Marka Goczała w Rajdzie Dakar! Pokonał fabryczne załogi Toyoty

Marek Goczał i Maciej Marton ukończyli pierwszy etap Rajdu Dakar 2026 na piątej pozycji w klasyfikacji generalnej. Załoga Energylandia Rally Team uzyskała najlepszy wynik spośród wszystkich zawodników startujących Toyotą Hilux T1+. Polacy wyprzedzili składy fabryczne japońskiego producenta na trasie liczącej 305 kilometrów.

Odcinek specjalny został wytyczony jako pętla wokół miejscowości Janbu. Trasa charakteryzowała się dużą liczbą kamieni oraz sekcjami skalnymi, szczególnie w pierwszej połowie dystansu. Marek Goczał przejechał cały odcinek bez przebicia opony, co pozwoliło mu utrzymać tempo czołówki i zameldować się na mecie z piątym czasem dnia.

Większe straty czasowe zanotowali Eryk Goczał z Szymonem Gospodarczykiem oraz Michał Goczał z Diego Ortegą. Eryk Goczał przebił dwa koła w okolicach 70. kilometra trasy. Z powodu braku kolejnych zapasów załoga musiała jechać ostrożniej aż do punktu serwisowego zlokalizowanego na 180. kilometrze. Po wymianie opon Polacy odzyskali prędkość, co ograniczyło stratę do liderów i pozwoliło zachować szansę na walkę o wysokie miejsca w kolejnych dniach.

Zobacz też: Porsche 924 polskiej załogi na drugim miejscu w Prologu Dakar Classic 2026

Przebieg rywalizacji i trudności na trasie

Warunki na trasie wymuszały na zawodnikach precyzyjną jazdę. Nagromadzenie ostrych kamieni sprawiło, że wiele załóg straciło czas na wymianie kół. Strategia Marka Goczała opierała się na płynnej jeździe, co zaowocowało wynikiem lepszym od wielu doświadczonych kierowców fabrycznych.

– Założenie na dzisiaj było takie, żeby jechać pewnie, spokojnie, nie ryzykować i zobaczyć, gdzie w stawce jest nasze miejsce. Możecie sobie tylko wyobrazić moje zdziwienie, kiedy na mecie zobaczyłem, że mamy 5. czas. Bez przebitych opon, bez żadnych przygód – z jednym naprawdę dużym skokiem, po którym przestał działać mikrofon w moim kasku. Jednak tam prowadził ślad, więc wszyscy musieli tam skoczyć. Nigdy wcześniej nie miałem takiej frajdy z jazdy, jak właśnie teraz, w Toyocie. Plan na jutro jest więc prosty – cieszyć się tą jazdą tak samo, jak dzisiaj – podsumował Marek Goczał.

Strategia Eryka Goczała i Szymona Gospodarczyka

Młodszy z braci Goczałów musiał dostosować tempo do zaistniałej sytuacji technicznej. Decyzja o zachowawczej jeździe po utracie dwóch opon zapasowych umożliwiła dotarcie do biwaku i kontynuowanie rajdu.

– Rajd Dakar przywitał nas dosyć ostro. Około 70 kilometra przebiliśmy niemal w tym samym momencie dwie opony. Do pit-stopu w okolicach 180 kilometra jechaliśmy bardzo ostrożnie, bo więcej opon zapasowych już nie mieliśmy. Później wróciło odpowiednie tempo i rytm i zdołaliśmy wyprzedzić kilka załóg. Samochód spisuje się znakomicie, strata nie jest duża, jutro będziemy mieli świetną pozycję startową, więc będziemy walczyć – powiedział Eryk Goczał.

Szymon Gospodarczyk wskazał na trudności nawigacyjne oraz różnorodność podłoża, w tym pierwsze odcinki wydmowe.

– Uważam, że Eryk podjął dojrzałą i mądrą decyzję – lepiej stracić kilka minut, ale dojechać i móc kontynuować walkę, niż ryzykować przedwczesne wycofanie. W drugiej części etapu nasze tempo było z powrotem bardzo dobre. Możemy być z tego zadowoleni, bo wiemy, że mamy tutaj odpowiednią prędkość. To był solidny etap na otwarcie rajdu. Było sporo pracy, ciekawa nawigacja, ładne wydmy i trochę wyprzedzania. Mieliśmy swoje przygody, ale takie są rajdy. Strata nie jest duża i nadal możemy walczyć w czołówce – mówił pilot Eryka.

Zapowiedź drugiego etapu do Al-Ula

W poniedziałek zawodnicy opuszczą Janbu i udadzą się w kierunku miejscowości Al-Ula. Zaplanowany odcinek specjalny będzie liczył 400 kilometrów. Trasa ma przebiegać przez tereny górzyste, co wiąże się z częstymi zmianami rytmu jazdy i zróżnicowanym podłożem. Organizatorzy przewidują, że stopień trudności będzie wzrastać wraz z wjazdem w głąb lądu.

Wybrane dla Ciebie