Treść pod reklamą
Rajd Akropolu w Grecji wywołał kolejną falę dyskusji wśród zawodników Rajdowych Mistrzostw Świata. Tematem sporu są napięte harmonogramy rund WRC, które zmuszają załogi do spędzania wielu godzin w samochodach na dojazdówkach. Problem ten nie jest nowy. Podobna sytuacja miała miejsce podczas Rajdu Portugalii rok temu, gdy piątkowy etap trwał piętnaście godzin, a zawodnicy mieli do dyspozycji jedynie oddalony serwis. Choć organizatorzy kolejnych edycji próbowali reagować na te głosy, przenosząc część odcinków na czwartek i skracając piątkowy plan do dwunastu godzin, to grecki klasyk przyniósł kolejny maratoński dzień.
Mordercze kilometry poza odcinkami specjalnymi
Harmonogram etapu Rajdu Akropolu zmusił załogi do opuszczenia parku zamkniętego o poranku, dokładnie o godzinie 6:44. Powrót na finałowy serwis zaplanowano natomiast dopiero na godzinę 21:30. W trakcie całego dnia zawodnicy pokonali zaledwie 108 kilometrów odcinków specjalnych, jednak trasa sekcji drogowych wyniosła aż 625 kilometrów. Oznacza to, że zaledwie niecałe piętnaście procent dystansu stanowiła sportowa rywalizacja.
– Mamy tak wiele dni takich jak ten w mistrzostwach – powiedział Elfyn Evans.
– Wiesz, robimy mniej kilometrów niż rajd krajowy i zajmuje nam to dwa razy więcej czasu. Więc to jest 14 godzin czy coś w samochodzie, żeby zrobić 100 km, to szalone. To nie ma większego sensu – dodał Evans.
Baza greckiej rundy została przeniesiona z Lamii do Loutraki, co wymusiło spore zmiany logistyczne. Aby ograniczyć poranne dojazdówki, załogi płynęły promem nocnym z Koryntu do Itei. Ponadto organizatorzy zrezygnowali z części powtarzanych odcinków na rzecz nowych tras, co miało zapobiec niszczeniu nawierzchni. Kierowcy docenili te starania, dziękując również za skrócenie zniszczonego odcinka Ghymno.
Zobacz też: Słynny odcinek wraca po latach. Organizatorzy odsłonili karty przed Rajdem Rzeszowskim

– Trochę za dużo sekcji drogowej – powiedział Sébastien Ogier.
– To zdecydowanie coś, co musimy… Znaczy organizator będzie musiał poprawić, powiedziałbym. Ale ogólnie myślę, że jest też dużo pozytywów ze wszystkimi tymi pierwszymi przejazdami, które wiesz zdecydowanie poprawiły szorstkość, przez którą musieliśmy przejść, ponieważ z większą liczbą drugich przejazdów byłoby jeszcze trudniej przetrwać. Więc myślę, że to zdecydowanie pomogło – skomentował Ogier.
Francuz odniósł się także do nietypowej podróży statkiem.
– Myślę, że łódź właściwie była trochę innym doświadczeniem. Nadal czułem się trochę oszołomiony rano, kiedy wsiadłem do samochodu, nie byłem w 100% może na pierwszy odcinek, ale zaoszczędziło nam to trochę sekcji drogowej, a mieliśmy już wystarczająco – dodał Ogier.
Takamoto Katsuta apeluje o zmiany dla dobra fanów
Głównym problemem pozostaje czas spędzany w autach, który ucieka bezproduktywnie. Ze względu na wymogi transmisji telewizyjnej starty kolejnych prób są dzielone długimi przerwami, aby wozy najwyższej kategorii zdążyły ukończyć próbę przed startem kolejnej. Reprezentant zespołu Toyota uważa, że takie podejście niszczy relacje z kibicami.
– Dla mnie te długie dni są duchem rajdów, ale generacja się zmieniła – wyjaśnił Takamoto Katsuta.
– Teraz musimy pokazywać ludziom, musimy komunikować się z większą liczbą fanów i większą liczbą ludzi – w przeciwnym razie tracimy ludzi oglądających ten sport. Teraz jest czas, aby poważniej pomyśleć o tym, jak pokazać się ludziom i jak zbliżyć się do nich jeszcze bardziej. Ponieważ teraz, na przykład w sobotę zrobiliśmy 600 km na sekcji drogowej i tylko 100 km odcinków. Jesteśmy z powrotem w parku serwisowym o 10 wieczorem. Potem musimy iść prosto, bez żadnego podpisywania. Ludzie czekają na autografy i zdjęcia. To tak smutno odchodzić, ponieważ czekają tak późno wieczorem, ale nie możemy nic zrobić, ponieważ musimy przygotować się na kolejny dzień. To nie jest w porządku. Znaczy, OK, dawno temu to może działało bez problemu. Ale teraz mamy poważny problem, że tracimy fanów. Znaczy, musimy zatrzymać ich wszystkich i zdobyć nowych fanów – kontynuował japoński kierowca.

Katsuta widzi rozwiązanie w zmianie formy rajdów na bardziej widowiskową.
– Więc dla mnie ważniejsze jest robienie więcej rzeczy PR, pokazywanie im rajdu, a nawet robienie z tego większego show dla ludzi. Zwykle nie lubię odcinków superoesów tak bardzo, ale musimy robić więcej, aby pokazywać ludziom. Myślę, że to jest ważniejsze niż trzymanie się starych tradycyjnych rzeczy – podsumował Katsuta.
Nie wszyscy uczestnicy podzielali jednak te obawy. Adrien Fourmaux przyznał, że harmonogram mu odpowiadał, choć chętnie zrezygnowałby z drugich przejazdów oesów. Z kolei Thierry Neuville traktował tak wymagający weekend jako świetną przygodę i wyzwanie, które mimo ogromnego zmęczenia przyniosło mu sporo satysfakcji.
Źródło: dirtfish.com






