Takamoto Katsuta, szczegółowo wyjaśnił problemy, które jego zdaniem odebrały mu szansę na walkę o zwycięstwo do samego końca Rajdu Szwecji. Japończyk zaznaczył jednocześnie, że te trudności nie pozbawiły go pierwszej wygranej w Rajdowych Mistrzostwach Świata (WRC), ponieważ jego kolega z zespołu był w tamten weekend po prostu szybszy.
Katsuta, który drugi rok z rzędu zajął drugie miejsce za Elfynem Evansem, prowadził w rajdzie z bazą w Umeå po zakończeniu pierwszego pełnego dnia rywalizacji. Jednak pechowy sobotni poranek za kierownicą Toyoty GR Yaris Rally1 sprawił, że zaczął tracić dystans do lidera.
Problemy z przyczepnością na porannej pętli
W rozmowie z serwisem DirtFish Katsuta przyznał, że na początku nie rozumiał źródła kłopotów. „W tamtym momencie nie miałem pojęcia, co się dzieje” – powiedział Katsuta dla DirtFish. „Powiedziałem inżynierom, że coś musi być nie tak z samochodem, ponieważ odczucia były zupełnie inne – auto nie skręcało i nie było przyczepności. To było cholernie przerażające”.
Zobacz też: Rajd Safari z Polakami, ale bez „Kajto”
Ostateczna diagnoza wskazała na nietypowe zachowanie ogumienia na lodowej nawierzchni. „Ostatecznie znaleźliśmy coś, co nie było normalnym efektem pracy opon. Brakowało nam wielu kolców z powodu czystego lodu rano. To było trochę dziwne. Nie chcę mówić za dużo, bo wiem, że chłopaki ciężko pracują, aby to poprawić. Ale oczywiście to bardzo bolesne, że… po prostu chciałem walczyć do końca, bo nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. To jest powód, dla którego nie jestem szczęśliwy”.

Analiza opon okiem producenta
Steven Cho z firmy Hankook odniósł się do kwestii poruszonych przez Japończyka. Wyjaśnił, że strata kolców w lewej tylnej oponie była większa niż zazwyczaj, ale wciąż stanowiła niewielki odsetek całości. „Pod koniec porannej pętli zwrócił moją uwagę na to, że w lewej tylnej oponie mogło dojść do utraty kolców. Przyjrzeliśmy się temu i to, co możemy teraz powiedzieć, to że zazwyczaj pod koniec pętli nierzadko widuje się brak dwóch lub trzech kolców w zestawie opon. W oponie Taki ta liczba była nieco wyższa, myślę, że brakowało około dziewięciu lub dziesięciu”.
Mimo że sytuacja ta odbiegała od normy, Cho tonował nastroje, wskazując na ogólną trwałość produktu. „Z perspektywy liczbowej to więcej niż średnia, którą widzimy na innych oponach. Ale na 384 kolce to około 2,5%. To była pewna anomalia, nie ustaliliśmy jeszcze przyczyny. Konieczna jest dalsza analiza i jestem pewien, że chłopaki przyjrzą się temu również dzisiejszej nocy. Istnieje wiele powodów, dla których coś takiego mogło się wydarzyć, a nie mówimy o znacznej liczbie brakujących kolców. W przypadku naszych opon utrzymanie kolców i tak było bardzo dobre, więc według tego standardu liczba ta była nieco wyższa niż zwykle”.
Evans zasłużył na zwycięstwo
Różnica między Katsutą a zwycięskim Evansem wyniosła na mecie 14,3 sekundy. Japończyk podszedł do tej straty z dużą pokorą i uznał wyższość Walijczyka. „Powiedziałbym, że nawet bez tego wynik by się nie zmienił. Elfyn był wystarczająco mocny. Nie sądzę, aby wynik uległ zmianie, zasłużył na to. Bardzo cieszę się z jego sukcesu i sukcesu zespołu. Muszę o tym zapomnieć i poprawić własne błędy, aby iść naprzód”.
Dla Katsuty był to jednak udany występ pod względem technicznym i pewności siebie za kierownicą. „Dla mnie to był może jeden z najczystszych rajdów. OK, w zeszłym roku w Finlandii miałem dobry rajd. Ale ten rajd odbywa się w dość wymagających warunkach i czułem się w samochodzie bardzo komfortowo. Naprawdę żadnych momentów grozy. OK, małe zaspy śnieżne i inne rzeczy, ale nic wielkiego. Myślę, że jest coraz lepiej – po prostu muszę to utrzymać”.
Źródło: dirtfish.com



