
Po latach spekulacji i oczekiwania, legendarny producent z Maranello oficjalnie przedstawił światu swój pierwszy w pełni elektryczny model. Samochód otrzymał nazwę Ferrari Luce (wł. „światło”), co – jak podkreślają twórcy – odnosi się do luminancji, a nie masy pojazdu.
Choć na pełną prezentację nadwozia musimy poczekać do maja 2026 roku, ujawnione właśnie detale wnętrza wywołały w branży motoryzacyjnej prawdziwe trzęsienie ziemi. Wszystko za sprawą współpracy z agencją LoveFrom, założoną przez byłych wizjonerów Apple: Jony’ego Ive’a oraz Marca Newsona.
LoveFrom i Jony Ive w Ferrari
Wnętrze Ferrari Luce to odważna deklaracja stylistyczna, którą autorzy określają jako retrofuturystyczną. Zamiast dominujących w nowoczesnych autach elektrycznych zimnych i ogromnych ekranów dotykowych, kabina Luce stawia na czyste linie, szczotkowane aluminium oraz minimalizm, który nie odbiera funkcjonalności.
Inspirowana ikonami z lat 50. i 60. kierownica to kwintesencja tego podejścia. Wykonana z jednego kawałka aluminium i obszyta skórą, nawiązuje formą do klasycznych drewnianych kierownic Nardi. Ferrari zrezygnowało tu z przeładowania przyciskami, do którego przyzwyczaiło nas w ostatniej dekadzie. Zamiast tego, kontrolery zgrupowano w dyskretnych modułach pod kciukami, co ma przywoływać skojarzenia z kokpitem bolidu Formuły 1.
Zobacz też: Bruno Gryc na podium Rally Sarma 2026. Polak wygrywa finałowy oes na Łotwie.
Cyfrowy analog: OLED-owy zestaw wskaźników
Najbardziej fascynującym elementem kokpitu jest zestaw wskaźników. Choć na pierwszy rzut oka wygląda na całkowicie analogowy, w rzeczywistości jest to techniczne arcydzieło opracowane we współpracy z inżynierami Samsung Display.
-
Pływający ekran: Dwa nakładające się na siebie panele OLED tworzą trójwymiarową głębię.
-
Mechaniczna iluzja: Dzięki wycięciom w warstwach ekranu, cyfrowy wyświetlacz prędkości został zintegrowany bezpośrednio z fizycznym, napędzanym mechanicznie prędkościomierzem.
-
Ruchomy moduł: Cały panel wskaźników jest przymocowany do kolumny kierownicy, co oznacza, że porusza się wraz z nią, zapewniając optymalną widoczność bez względu na ustawienie wieńca.
Grafiki zegarów czerpią inspirację z lotnictwa oraz historycznych wskaźników marek takich jak Veglia i Jaeger, co stanowi odświeżającą przerwę w świecie wszechobecnych wyświetlaczy o przekątnej 12 cali.
Kontrowersyjny tablet i helikopterowy launch control
Centralny interfejs Luce z pewnością podzieli fanów marki. Choć wielu krytykuje rozwiązanie typu „iPad przyklejony do deski rozdzielczej”, Ferrari wyposażyło go w szereg fizycznych przełączników w stylu lotniczym do obsługi klimatyzacji oraz – co najważniejsze – w prawdziwe pokrętło głośności. Sam ekran osadzono na przegubie kulowym, co pozwala na skierowanie go pod kątem w stronę kierowcy lub pasażera.
Niezwykłym dodatkiem jest mały zegar w górnym rogu deski rozdzielczej, który potrafi płynnie zmieniać funkcję z tradycyjnego chronografu w kompas lub wyświetlacz trybu startowego. Sam system launch control aktywuje się za pomocą fizycznej dźwigni umieszczonej w panelu na dachu, co przypomina procedury startowe w myśliwcach lub helikopterach. Po jej pociągnięciu podświetlenie całego kokpitu zmienia barwę na intensywny pomarańczowy, sygnalizując gotowość do startu.
Potęga napędu i szklane detale
Ferrari Luce nie jest jedynie pokazem designu – pod spodem kryje się potężny układ czterech silników elektrycznych generujący ponad 1000 KM. Przekłada się to na przyspieszenie od 0 do 100 km/h w zaledwie 2,5 sekundy. Wykorzystana architektura 800V pozwala na ładowanie akumulatora o pojemności 122 kWh z mocą do 350 kW, co ma zapewniać zasięg przekraczający 530 kilometrów według cyklu WLTP.
Ciekawostką technologiczną jest wybierak kierunku jazdy w kształcie odwróconej litery „L”, wykonany ze szkła Corning, w którym oznaczenia naniesiono za pomocą laserowych mikrowypaleń. Towarzyszy mu unikalny „rytuał kluczyka”: fizyczny klucz (z wyświetlaczem E Ink) należy wsunąć do dedykowanego doku w konsoli środkowej, co budzi systemy elektryczne pojazdu do życia, imitując przepływ energii przez kabinę.
Pełna premiera Ferrari Luce, obejmująca wygląd zewnętrzny nadwozia, zaplanowana jest na maj 2026 roku we Włoszech. Eksperci przewidują, że cena tego elektrycznego grand tourera wyniesie co najmniej 535 000 dolarów (ponad 2 miliony złotych). Czy Luce rzeczywiście „rozświetli” przyszłość marki? Przekonamy się wkrótce.
Źródło: jalopnik.com





