Treść pod reklamą
Rajdowe Mistrzostwa Świata znajdują się obecnie w momencie poprzedzającym duże zmiany techniczne i organizacyjne. Nowy właściciel praw komercyjnych oraz modyfikacje przepisów sprawiają, że nadchodzące lata jawią się jako nieprzewidywalne. Dla wielu zawodników to szansa na nowy początek, jednak Esapekka Lappi nie zamierza z niej korzystać.
Fin po zakończeniu startów w Chile w 2024 roku uznał swój rozdział w najwyższej kategorii rajdów za zamknięty. Skupił się wtedy na lokalnych trasach w Finlandii i rywalizacji o krajowy tytuł. Powrót do zespołu Hyundaia na częściowy program w 2026 roku był dla niego dodatkiem, nad którym musiał się zastanowić, zanim podjął ostateczną decyzję. Przerwa od startów na światowym poziomie pozwoliła mu odzyskać radość z jazdy.

– To była naprawdę dobra przerwa, żeby po prostu wziąć udział w kilku krajowych imprezach, wiesz, bawić się bez żadnej presji ze starymi przyjaciółmi. A potem także z Enni – mam na myśli coś nowego, czego wcześniej nie znałem. I podczas każdej podróży z nią poznajesz ją lepiej. Więc tak, teraz cieszymy się tym – powiedział Lappi w rozmowie z DirtFish.
Zobacz też: Adrian Rzeźnik przechodzi do najwyższej klasy w mistrzostwach Europy
Priorytety rodzinne i częściowy program startów
Kierowca od dłuższego czasu jasno komunikuje swoje potrzeby. W 2023 roku brał udział w pełnym cyklu mistrzostw, ale rok później poprosił o ograniczenie występów, aby spędzać więcej czasu z najbliższymi. W obecnym sezonie ten podział obowiązków jest jeszcze bardziej widoczny. Fin wybiera rajdy położone bliżej domu, co pozwala mu na częstszą obecność przy dzieciach. Pomimo że zespół Hyundai oraz potencjalni nowi producenci wchodzący do stawki mogliby skorzystać z jego doświadczenia, Lappi pozostaje nieugięty w kwestii 2027 roku.
Jego postawa wynika z twardych deklaracji dotyczących życia prywatnego. Kierowca uważa, że pełne zaangażowanie w sport zawodowy wiąże się ze zbyt dużą liczbą dni spędzonych poza domem. Dla niego balans między rywalizacją a rodziną jest niepodważalny. Nawet perspektywa startów nowymi konstrukcjami nie jest w stanie zmienić jego zdania.
– Nie, bo nie mogę. To zbyt wiele czasu poza domem, z dala od dzieci. Nie chcę się do tego zobowiązywać – zadeklarował Fin.
Taka postawa wyróżnia go na tle młodszych kolegów, którzy za wszelką cenę dążą do podpisania kontraktów na pełny sezon startów w 2027 roku.
Źródło: dirtfish.com







