Delegat ds. bezpieczeństwa FIA, Nicolas Klinger, wydał oficjalne ostrzeżenie po incydentach z udziałem publiczności podczas pierwszej rundy rajdowych mistrzostw świata. Choć żaden odcinek specjalny nie został odwołany, dwa oesy przerwano czerwoną flagą z powodu niebezpiecznego ustawienia się fanów przy trasie.
Porównania do niebezpiecznej ery grupy B
Klinger skrytykował zachowanie części widzów, porównując je do realiów rajdów sprzed czterech dekad. Zaznaczył, że współczesne standardy bezpieczeństwa nie dopuszczają bezpośredniej bliskości kibiców i pędzących aut.
„Widzowie muszą zrozumieć, że nie jesteśmy już w latach 80., kiedy kibice biegali obok samochodów, próbując machać flagami lub przywitać się z odległości 10 centymetrów. Kierowca ich nie obserwuje, nie obchodzi go to”.
Zobacz też: Solberg rzucił wyzwanie w Monte Carlo. Adrien Fourmaux zapowiada odwet w Szwecji
Przedstawiciel FIA w rozmowie z dirtfish.com podkreślił, że za problemy odpowiada niewielka grupa osób, podczas gdy około 95% fanów stosuje się do wyznaczonych stref. Organizatorzy rajdu zostali ocenieni pozytywnie za przygotowanie zabezpieczeń, jednak indywidualne decyzje pojedynczych osób wywołały efekt domina.

Wpływ flar i fajerwerków na widoczność
Szczególnie trudna sytuacja miała miejsce podczas odcinków nocnych. Klinger wskazał, że dym z materiałów pirotechnicznych używanych przez kibiców drastycznie pogorszył widoczność w i tak gęstej mgle.
„Widzieliśmy nadchodzącą mgłę, ale z flarami i fajerwerkami było jeszcze gorzej. Na nagraniach z kamer pokładowych widać było, że widzowie podchodzili coraz bliżej krawędzi drogi. Ten etap został zatrzymany ze względu na zagrożenie dla kibiców. Wyobraźcie sobie, że jeden samochód wyjeżdża 5 lub 10 metrów szerzej – uderzyłby w tych wszystkich ludzi”.
Według delegata takie zachowanie jest przejawem braku szacunku dla organizatorów, policji i samej dyscypliny sportu, co w skrajnych przypadkach może doprowadzić do usuwania rajdów z kalendarza WRC.
Reakcja kierowców na wydarzenia w trasie
Startujący w rajdzie kierowcy poparli stanowisko FIA. Elfyn Evans, który zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, określił postawę niektórych osób jako całkowity brak zdrowego rozsądku.
„W niektórych miejscach, w których wczoraj [w sobotę] się znajdowali, sytuacja była naprawdę zła. Ale nie tylko trochę zła, po prostu kompletnie bezmyślna, pozbawiona zdrowego rozsądku. Prawdopodobnie jest to garstka ludzi, którzy po prostu nie używają głowy. Jeśli zbliżasz się do prawego zakrętu na drugim biegu, w dół, a na drodze jest pełno lodu i błota pośniegowego, i widzisz, że samochody już wypadły z drogi i stoją pięć metrów dalej… rozumiesz? Tak, potrzebujemy [FIA i ASN], aby zrobiły więcej, ale każdy może zrobić tylko tyle – wszystko sprowadza się do inteligencji poszczególnych osób”.
Klinger dodał również przykład Olivera Solberga, który wypadł z trasy na 12. odcinku specjalnym, co pokazuje, jak nieprzewidywalny może być tor lotu samochodu rajdowego po utracie przyczepności.
„Rozumiem emocje widzów, którzy chcą zobaczyć prędkość samochodów i czasami czują, że są zbyt daleko, ale spójrzcie, co stało się z Solbergiem – zobaczcie, gdzie może wylądować samochód. Widzowie są zbyt pewni siebie. Jak już powiedziałem, wielkim plusem jest to, że zdecydowana większość fanów zachowuje się właściwie, ale ta niewielka grupa ludzi może nam wszystko zepsuć. Muszą przestać”.
Źródło: dirtfish.com




