DAKARTERENOWE

Eryk Goczał utrzymał miejsce w dziesiątce Dakaru mimo awarii

Po dniu przerwy w Rijadzie uczestnicy Rajdu Dakar powrócili do rywalizacji. Niedzielna trasa prowadziła do Wadi Ad Dawasir, a odcinek specjalny liczył 459 kilometrów. Załogi Energylandia Rally Team ukończyły ten etap, mierząc się z usterkami technicznymi.

Eryk Goczał i Szymon Gospodarczyk dotarli do mety na 12. pozycji. Mimo straty czasu spowodowanej zachowaniem pojazdu, utrzymali miejsce w pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej. Marek Goczał i Maciej Marton zajęli 16. lokatę. Najwięcej czasu stracili Michał Goczał i Diego Ortega, u których awaria podzespołów uniemożliwiła szybką jazdę. Zespół zapowiedział dokładną weryfikację stanu technicznego aut na biwaku, aby przygotować je do kolejnego dnia zmagań.

Problemy techniczne na trasie

Eryk Goczał wskazał na kłopoty z nowymi częściami zamontowanymi podczas dnia przerwy: Podczas dnia przerwy mechanicy wymienili w naszych autach wiele części – m.in. amortyzatory. Niestety, jest z nimi jakiś problem. Nasza Toyota zachowywała się dziś jak cegła, to był bardzo bolesny odcinek. Pozytywy są takie, że nie straciliśmy na tym bardzo dużo czasu. Teraz musimy zidentyfikować problem i go wyeliminować – mówił kierowca.

Szymon Gospodarczyk potwierdził, że samochód nie pracował w optymalny sposób. Pilot zaznaczył jednak, że załoga uniknęła błędów nawigacyjnych i uszkodzeń ogumienia: Miałem dzisiaj takie wrażenie, że coś z naszym samochodem jest nie tak. Zupełnie inaczej pracował, nie napędzał się tak, jak zawsze. Ewidentnie brakowało nam prędkości – przed jutrem musimy coś z tym zrobić. Z pozytywów – nie przebiliśmy żadnej opony, poradziliśmy sobie z nawigacją a Eryk wyciskał z auta tyle, ile się dało, więc koniec końców uważam, że był to w naszym wykonaniu dobry etap – stwierdził Gospodarczyk.

Szybkie sekcje i awarie układu kierowniczego

Marek Goczał zwrócił uwagę na specyfikę trasy, która wymagała jazdy z maksymalną prędkością przez piaszczyste tereny z ograniczoną widocznością za wzniesieniami.

Nie lubię takich etapów, jak ten dzisiejszy. W większości mieliśmy fragmenty z gazem wciśniętym w podłogę i z ciągłymi, niewidocznymi szczytami. To typowe sekcje na odwagę – szybkie, mało techniczne. Myślę, że nie do końca trafiliśmy też z ciśnieniem opon. Najważniejsze, że jesteśmy na mecie i jutro walczymy dalej – opisał Marek Goczał.

Poważniejszą awarię zgłosił Michał Goczał. W jego samochodzie doszło do uszkodzenia elementu, który teoretycznie powinien wytrzymać znacznie dłuższy dystans.

To nie był dla nas dobry etap. Po drugim tankowaniu mieliśmy poważne problemy z przekładnią kierowniczą. To trochę zastanawiające. Wczoraj podczas dnia przerwy włożyliśmy do samochodu nową – to coś, co powinno wytrzymać 10 tysięcy kilometrów… a nie wytrzymało nawet 250 kilometrów. Musimy to sprawdzić – wyjaśnił zawodnik.

Najdłuższy odcinek w poniedziałek

W poniedziałek zawodnicy pozostaną w okolicach Wadi Ad Dawasir. Trasa ósmego etapu stanowi pętlę o długości 481 kilometrów odcinka specjalnego. Jest to najdłuższa próba czasowa w tej edycji rajdu. Organizatorzy zapowiadają zróżnicowany teren, który będzie wymagał precyzji od kierowców i pilotów.

Wybrane dla Ciebie