GTHISTORIAWYŚCIGI

Mount Panorama Circuit – Historia toru

URODZINY „MEKKI”

17 kwietnia 1938 roku to niby mało istotna data a jednak na dalekich Antypodach, a dokładnie w Nowej Południowej Walii, jednym ze stanów Australii otwarto tor, który jak się potem okazało stał się miejscem największego wyścigu na tym kontynencie a kto wie czy też nie tej części globu?

Mowa rzecz jasna o Mount Panorama Circuit w Bathurst, miejscu gdzie co roku podczas samego wyścigu gości ponad 205 tysięcy fanów z Australii, Nowej Zelandii oraz tych „dalszych” przybyszów, z całego świata.
Co jest takiego niezwykłego w tym miejscu? Czemu fani nie bacząc na pogodę udają się tam w wielkiej ilości. Wielkie upały czy nie raz bardzo deszczowe weekendy lub np. takie jak ten przed rokiem podczas Bathurst 1000, kiedy deszcz zaczął padać na początku wyścigu i nie ustawał w sile do 130 ze 161 okrążeń. Liczba 198 tysięcy fanów podczas tego dnia robi wrażenie.

Gdy 17 marca 1938 roku, Burmistrz Bathurst wyraził zgodę na z organizowanie wyścigu na zboczu wzniesienia o nazwie „Panorama”, sam pewnie nie spodziewał się że zapoczątkował coś, co stanie się najwspanialszym wydarzeniem w roku dla każdego fana motosportu na antypodach.

Już miesiąc później doszło do otwarcia toru a 18 kwietnia 1938 doszło tam do pierwszych zawodów pod szyldem „Australian GP” i był to pierwszy wyścig pod tym szyldem od 1935 i wyścigu na torze Phillip Island.
W „szranki” stanęło na starcie 36 kierowców. Dwóch z nich nie pochodziło z Australii. Byli nimi Anglicy, Peter Whitehead oraz Alan Sinclair. Obaj otrzymali wysokie numery, co było bardzo istotne jeśli chodzi o start do wyścigu, Sinclair 7 a Whitehead 1.

Zdjęcie użytkownika VASCoholics.
Zasady były proste, pierwsze startowały te najsłabsze auta. Sinclair nie dość że długo musiał czekać na swoją kolej to spotkał go pech i jego Alta nie mogła pojechać w wyścigu już przed startem. Whitehead reprezentował barwy ekipy ERA (English Racing Automobiles), które wystawiało swoje auto wyposażone w 1.5 litrowe silniki z sukcesami w Europie a Australijski skalp miał być kolejnym z nich.

Dzięki najlepszemu autu startował ostatni a kierowcy ruszali do boju co 20 sekund.
Trudny tor plus upalna pogoda dała się zawodnikom mocno we znaki. Z 36 ekip nie wystartowało 8 aut a 12 kolejnych nie podołało trudom wyścigu i nie zdołało go ukończyć. Zwycięzca zameldował się na mecie w czasie 2 godzin i 46 minut (40 okrążeń-245 km).

Wygrał go oczywiście Peter Whitehead, wyprzedzając na mecie Lesa Burrowsa o nie co ponad 1.5 minuty. Co ciekawe Burrows startował do wyścigu z numerem 22 a to oznacza że wyruszył do niego jakieś 15 minut wcześniej od Anglika. Jak się później okazało musiał zmniejszyć moc silnika, gdyż ten mógł odmówił dalszej współpracy i pozbawić go dobrego miejsca na mecie tego wyścigu. Podium uzupełnił Alan Cargo.
Wyścig ukończyło 16 aut a po nim wiadomo było że ta publiczna droga jeszcze nie raz stanie się miejscem „boju” dla najlepszych i odważniejszych z kierowców nie tylko w Australii. Angielski zwycięzca przeżył wojnę a w 1951 roku wystartował do wyścigu Le Mans 24, który udało mu się wygrać!
Kolejny wyścig odbył się tam podczas wojny i był pewnie odskocznią od codzienności i dużego strachu przed inwazją wojsk Cesarstwa Japońskiego, które wtedy dominowało na lądach i wodach w tamtym regionie.
Gdy opadł wojenny kurz oraz strach poszedł w nie pamięć, dalekich lądów powrócili żołnierze, którzy mogli w końcu odpocząć w rodzinnym gronie po okropieństwach życia w ciągłym strachu przed śmiercią mogli wreszcie zająć się tym co pomagało im zapomnieć o wszystkich przeżyciach.
Jednych z takich sposobów był powrót do organizowania weekendów wyścigowych.
Odżyły tory Phillip Island czy właśnie Mount Panorama, gdzie samych wyścigów pod szyldem „GP Australii” odbyły się 3 wyścigi (1947, 1952 oraz 1957).

Od 1948 roku zaczęto organizować tam po 2 wyścigi rocznie, jeden w marcu/kwietniu a drugi w październiku. Najbardziej popularnym wyścigiem na tym torze był oczywiście Bathurst 100.
Były to tak naprawdę Mistrzostwa Australii, a kierowcy startowali autami, które śmiało mogły rywalizować z najlepszymi na świecie w świeżo powstałej Formule 1, gdzie pierwsze Australijskie szlify zbierał Tony Gaze, bohater wojenny, były pilot RAF-u, który został tzw „AS-em”, gdyż mógł pochwalić się 5 potwierdzonymi zestrzeleniami na śmiercionośnym niebie. Kto wie, może znał i naszych bohaterów z dywizjonów 302 i 303?
Co roku nowe i inne zawody. Tak samo jak one dochodziło śmiałków z całej Australii. Co ich tak przyciągało? Możliwe że nitka tegoż ulicznego a raczej drogowego toru, unikalna w tamtych stronach.
Usadowiona na drodze publicznej po zboczu góry o nazwie Panorama, licząca ponad 6200 metrów, stworzyła istny rollercoaster dla każdego uczestnika zmagań na niej.

Różnica wzniesień wynosząca 188 metrów, zmiany kierunków plus niesamowita sekcja górska. Znakomita szykana Skyline oraz na koniec najdłuższa prosta w Australii nazwana „Conrod Straight” z czego con-rod oznacza tłok, który uszkodził się Frank’owi Kleining’owi przy prędkości blisko 300 km/h. Wszystko działo się w wielkanocnych zawodach w roku 1939.

Sama prosta liczyła wtedy ponad 1900 metrów co pomagało w osiąganiu zawrotnych prędkości. W 1960 roku rekord pobił sam Sir Jack Brabham, a jego Cooper pojechał z prędkością ponad 300 km/h! Brabham wygrywał w Bathurst tylko w tym 1960 roku. Pewnie smakowało to świetnie będąc już mistrzem F1 (1959) oraz w drodze pod drugi w tym samym roku 1960.

Zdjęcie użytkownika VASCoholics.
Sama prosta musiała ewoluować. Śmierć na niej poniosło 6 osób w całej jej historii. Najbardziej znaną z nich jest mistrz Formuły 1 z 1967 roku,Nowozelandczyk Denny Hulme, który doznał ataku serca. A działo się to 4 października, 1992 roku.

W 1987 roku postanowiono dodać „szykanę” po 1300 metrach tej prostej. Szykanę nazwano „The Chase” a 1 zakręt z 3 uznany został za najszybszy zakręt serii turystycznych na świecie. W sumie nic dziwnego bo 300 km/h jeżdżą tutaj auta widywane na drogach publicznych, no po lekkim „tunningu”.
W Bathurst ścigały się największe Australijskie legendy jeśli chodzi o motosport. Często zaczynali tam dziadkowie lub ojcowie obecnych kierowców, którzy zrobili od nich nie co większa karierę czy to w rodzimym czy światowym „Racingu”.

Jack Brabham swoje pierwsze podium w Bathurst osiągnął w 1954 roku, zajmując 2 miejsce w Bathurst 100 tuż za Billem Clarkiem. 3 na mecie tego wyścigu zameldował się Stan Jones. Tak to ojciec Alana, który dokładnie 26 lat później zostanie jako drugi w historii Australijczyk Mistrzem Świata Formuły 1.
Ten sam Jones jest ostatnim zwycięzcą GP Australii w historii tej serii, choć sam wyścig nie należał do oficjalnych. Te wskoczyły do kalendarza F1 dopiero w 1985 roku, lecz o nie o tym tu mowa. Jones to mistrz z roku 1980, jego wielki poprzednik, Brabham triumfował w F1 trzy razy jako kierowca (1959-60, 66) oraz dwukrotnie jako konstruktor (1966-67), z czego do dziś pozostaje jedynym mistrzem w aucie swojej produkcji.
W Bathurst 100 kilkakrotnie wygrywał Lex Davison. Jego wnuk Will to etatowy kierowca Supercars, Australijskich Mistrzostw aut turystycznych. Co ciekawe Will wygrywał w Bathurst 1000 2-krotnie, a obecnie ten właśnie wyścig jest najbardziej oczekiwanym wydarzeniem motoryzacyjnym na Antypodach, ale i powoli budzi się tez dla innych części świata. Pewnie Will miał wiele do pogadania a dziadkiem o samym torze ale i o tym jak wyglądało to za jego czasów.

Sir Jack 3 razy próbował także sił w słynnym wyścigu enduro na dystansie 1000 kilometrów, corocznie organizowanym przez serie turystyczne. Gdy debiutował w 1976 roku towarzyszył mu przyjaciel z torów Formuły 1, Sterling Moss. Sam wyścig nie poszedł po myśli tej „załogi”. Najlepszy wynik na „Górze” Brabham osiągnął dwa lata później, gdy kończył na 6 miejscu.

„AJ” z kolei po startach w F1 postanowił wrócić do kraju i startować w Krajowych mistrzostwach turystycznych. W 1995 jadąc w parze z Alanem Grice’em udało mu się ukończyć Bathurst na 2 miejscu. Tak samo Jones to jedyny Mistrz F1, który wygrywał w obu seriach a w 1993 roku ukończył on nawet sezon za 2 miejscu.
Sama seria Supercars, bo tak obecnie nazywają się turystyczne mistrzostwa Australii powstała w 1960 roku.
Jej nazwa ewoluowała z biegiem lat, tak samo jak pomysły na formaty rozgrywania samych wyścigów.
Najbardziej popularne okazały się dwie rundy rozgrywane na dystansach 500 i 1000 kilometrów.
Turystyki zadebiutowały w wyścigu na 500 km w roku 1963 a w 1973 roku po raz pierwszy kierowcy zmierzyli się na dystansie 1000 kilometrów. Początkowo wyścigi te odbywały się na najstarszym Australijskim torze czyli Phillip Island, jednak pomysł z przeniesieniem go do Bathurst wypalił w ponad 100%.
Z biegiem lat zmieniała się nazwa, Zaczęło się od Hardie Ferodo następnie James Hardie i Tooheys ale 1000 było od zawsze. Pierwszy raz Bathurst 1000 użyto w roku 1996 by ostatecznie od roku 2006 pozostała w ciągłym użyciu jako Supercheap Auto Bathurst 1000.

Wyścig został uznany przez kierowców za najważniejszy. Na nim jak wspominałem jeździły największe legendy tamtych stron nie tylko rodem z Formuły 1. Tam rodziły się największe legendy rodzimego racingu, Ian Geoghean, Colid Bond, Bob Jane czy nieodżałowany Peter Brock. Na ten jeden dzień roku czeka się nie zmiennie od wielu już lat czekają tam po prostu wszyscy.
1000 kilometrów niesamowitej podróży po torze, który utkwił w pamięci nie jednego. Zameldować się na szczycie góry nazywanym McPhillemy Park, zjechać przez Skyline oraz The Dipper, zakręt o chyba największym nachyleniu na świecie. Następnie rozpędzić się do blisko 300 km/h by wyjechać przed wszystkich na prosta startową, po czym pokonać Hell Corner i udać się w kolejna wspinaczkę na górę Panorama. Żeby zrobić pełne okrążenie na tym torze trzeba obecnie pokonać 23 zakręty a to nie jest łatwe, zwłaszcza w górnej jego części, gdzie są bandy oraz jest wąsko a do tego piekielnie szybko. Cytując legendę Bathurst, 1 zakręt nosi nazwę „hell corner” gdyż po jego pokonaniu na kierowców czeka istne piekło.

Zwycięstwem w Bathurst może pochwalić się niewielu europejczyków. Najbardziej znany z nich wygrał go już w debiucie. Belg Jacky Ickx z radością odpowiedział na zaproszenie Allana Moffata i wystartował do „Wielkiego Wyścigu” w 1977 roku. Obaj triumfowali a Jacky nie dość że odhaczył kolejny „duży” światowy wyścig z listy to do tego był dopiero 3 debiutantem, któremu udała się ta sztuka. Rok później obaj nie ukończyli z powodu awarii. Jeszcze za czasów „500” jeden z wyścigów wygrywał Ruano Aaltonen z Finlandii. Działo się to w roku 1966. Niedługo potem w 1976 zwycięstwo w parze z Bobem Morrisem odniósł anglik John Fitzpatrick. Jego rodak Win Percy pomógł wspomnianemu wcześniej Grice’owi w zwycięstwie w 1990 roku.
1988 rok powinien nas bardziej zainteresować, gdyż wtedy jako rezerwowy Tonego Longhurtsa wygrywał wyścig reprezentant Czechosłowacji, Tomas Mezera, dokładnie to emigrant, który początkowo był instruktorem narciarskim na Antypodach, ale już wtedy dysponował Australijskim obywatelstwem.
W 1985 roku jadąc Jaguarem w parze z Johnem Gossem, wygrywał Niemiec Armin Hahne. Jaguar to jeden z 6 konstruktorów, którzy wygrywali wyścig o miano „Króla Góry”. Ford i Holden mierzą się od samego początku zmagań na Mount Panorama. Poza nimi w mistrzostwach turystycznych jeszcze tylko 3 „marki” zaznaczyły swój udział.

Zdjęcie użytkownika VASCoholics.

Pierwsza z nich to Mini Cooper, którymi jechali jeszcze za czasów „500” wspomniani Aaltonen i Holden.
Mistrzowski model Nissan Skyline R32 GT-R dawał zwycięstwa w Bathurst parze Jim Richards oraz Mark Skaife w latach 1991-92. Tak samo w 91 roku Richards tym modelem wygrywał mistrzostwo wtedy jeszcze ATCC.
W 1998 roku Volvo S40 przedzieliło Forda i Holdena a para Rickard Rydell i Jim Richards odniosła niesamowite zwycięstwo dla Szweckiej „stajni”. W tym że wyścigu Richards, mając ponad 53 lata został najstarszym w historii zwycięzcą „1000” w historii wyścigu. Tak samo do niego należy rekord startów, gdyż pojechał aż w 32 wyścigach na Mount Panorama.

Nieoficjalnie 7 zwycięskim konstruktorem jest BMW jednak gdy wygrywali wyścig w 1997 był widoczny konflikt promotorów wyścigu, dlatego odbyły się dwa wyścigi w ciągu tego weekendu. Ten nieoficjalny wygrali za kierownicą właśnie BMW synowie Jacka Brabhama, Geoff i David, którzy mogą pochwalić się także zwycięstwami w słynnym wyścigu długodystansowym Le Mans 24H.
Przechodząc do rekordów od razu nasuwa się pytanie, kto najczęściej wygrywał? Otóż był nim Peter Brock, któremu ta sztuka udawała się aż 9 razy. Dla Australijczyków był jak Senna. Gdy w 2006 roku startując w rajdzie klasycznych aut na jednym z zakrętów dodał za dużo gazu…
Jego pilot wybudził się niecały tydzień później i pierwszy co spytał „How’s Brocky?”. Odpowiedź była smutna. Peter Brock zginął na miejscu. W sercach Australijczyków pozostanie na zawsze „Królem Góry”, czyli toru Mount Panorama. Tak samo od 2006 roku puchar za zwycięstwo w Bathurst tysiąc nosi jego imię. I pomyśleć że Brock zaczynał ściganie w wojsku, gdy nielegalnie mierzył się między innymi z inna legendą nie tylko Bathurst ale i całego Australijskiego motosportu, Dickiem Johnsonem. Czasem życie pisze niesamowite historie a rywalizacja jest najlepszym przykładem.
Było o najstarszym zawodniku więc czas na wzmiankę o najmłodszym zwycięzcy z Bathurst. Był nim Rick Kelly, który wygrywając w parze z Gregiem Murphym w 2003 miał zaledwie, nie co ponad 20 lat. Ta sama para powtórzyła swój sukces z 2003 rok później. Sam Rick w 2006 roku wygrał mistrzostwo V8 Supercars, samo Bathurst kończąc na 2 miejscu. W wyścigu jechał w parze z bratem Todd’em, który co ciekawe wygrywał rok wcześniej w parze z Markiem Skaifem.
13 podiów. Taka liczbę posiada Craig Lowndes, obok Ricka Kellego jeszcze etatowy kierowca w serii, która obecnie nazywa się Virgin Australia Supercars Championship. Do tych 13 podiów zalicza się 6 zwycięstw a sam, który ma już 43 lata wciąż wierzy w dogonienie swojego wielkiego idola, Petera Brocka.
Jeśli chodzi o konstruktorów, z 25 wygranymi prowadzi Holden.
W ostatnich latach widownia na Bathurst regularnie się zwiększa. Dla takiego miasteczka, które liczy około 30 tysięcy mieszkańców ten tydzień jest jak inwazja. Wpływy do sklepów przechodzą najśmielsze oczekiwania a z półek znikają praktycznie wszystkie towary.
Fani przed telewizorami też nie maja powodów do narzekań. Ostatni raz załoga startująca z Pole Position wygrała tam w 2009 roku a na ostatnich 15 edycji aż 11 kończyło mniejszą różnicą między 1 a 2 na mecie niż sekunda, z czego w pamięci utkwił ten z 2016 roku, gdy wspomniany Will Davison po prawie 7 godzinach ścigania wygrał z van Gisbergenem o nieco ponad 0.1 sekundy!!!

Wyścig obfitował w sensacje ale i kreował przyszłe gwiazdy. Jak Craiga Lowdnesa, który w debiucie w 1994 kończył na 2 miejscu. W 2005 roku niespodziewanie na 2 miejscu kończyła para Jamie Whincup/Jason Richards. Po tej jeździe Whincup dostał angaż w lepszym zespole a następne 3 edycje wyścigu wygrywał w parze ze wspomnianym przed chwilą Lowndsem. Byli oni dopiero druga parą w historii zmagań na Mount Panorama, którzy wygrywali go 3 razy z rzędu. W latach 1978-80 stało się to udziałem „Króla Góry” Petera Brocka oraz Jima Richardsa. Razem ta dwójka wygrała łącznie 16 wyścigów w Bathurst!!!.

Richards wygrywał go 4 różnymi markami samochodów (Holden, Ford, Nissan i Volvo)! Warto dodać że syn Jima, Steven także może pochwalić się triumfem na Mount Panorama a dokładnie to 4 zwycięstwami.
Tor Mount Panorama jest tak samo znany i lubiany w bardzo dobrze i szybko rozwijającym się świecie symulatorów wyścigowych i gier komputerowych, na których swoje umiejętności ćwiczy nie jeden amator, a to jest kolejny powód by pochwalić to miejsce, bo wcale nie trzeba być Australijczykiem by zakochać się nie tyle w nim ale i w wyścigach, które się tam odbywają. Tak samo jak wcześniej nie zmieniła się zasada. Publiczne drogi w Bathurst po górze Panorama 2 razy w roku zmieniają się w tor. Poza wspomnianymi zmaganiami o mistrza Supercars od 1991 odbywa się tam wyścig GT, Bathurst 12h z wyjątkiem lat 2002-03, gdyż wtedy obdyły się tam wyścigi całodobowe. Od kilku już lat Bathurst 12h, wyścig GT, w którym startuje wiele z ław nie tylko Australii ale i całego świata, których można zobaczyć w najbardziej znanych seriach typu DTM, IMSA czy WEC ale i IndyCars otwiera sezon wyścigowy na tym kontynencie a wraz z nim od razu nasuwa się to samo pytanie. Czy Bathurst 1000 w tym roku znowu będzie wyjątkowy? Bo jak już pisałem, wystarczy raz zobaczyć by się zakochać od pierwszego wejrzenia. Zatem powinniśmy ściągnąć teraz czapki, nisko się ukłonić i zakrzyknąć. Wszystkiego najlepszego Mount Panorama z Polski. Życzymy Ci abyś pozostała wiecznie taka magiczna.

Tekst : VasCholics

Komentarze

Tagi
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com