F1FELIETONY

FIA pogubione we własnych przepisach!

FIA pogubione we własnych przepisach!

FIA od dłuższego czasu działa w naprawdę niezrozumiały sposób, jeżeli chodzi o przyznawanie kar kierowcom w Formule 1. Głównym problemem jest brak konsekwencji i wybiórczość w tym, kogo i jak obciążyć. Dodatkowo lista przepisów jest teraz tak długa, że chyba sami ich twórcy już nie znają ich wszystkich, a co dopiero kierowcy. Oczywiście Charlie Whiting zawsze stoi murem za zespołem sędziowskim i twierdzi, że ich decyzje się bronią, ale kibice nie są ślepi i widzą, że nie zawsze tak jest.

Ostatni przypadek kontrowersyjnej kary? Nie trzeba daleko szukać! Sebastian Vettel ukarany w trakcie weekendu Grand Prix Austrii. Pisaliśmy o tym tutaj – KLIK! Niemiec otrzymał także karę 5 sekund za spowodowanie kolizji z Valtterim Bottasem w trakcie Grand Prix Francji. Niedługo później, przy okazji wyścigu na Silverstone, za identyczny incydent Kimi Raikkonen został ukarany dwukrotnie mocniej! Fin dostał 10 sekund. Czy wpływ na wymiar kary miało to, że Mistrz Świata z 2007 roku wjechał w Lewisa Hamiltona akurat na Silverstone? Myślę, że zarówno fani Ferrari, jak i Mercedesa, mają swoje przemyślenia na ten temat.

Fakty są jednak takie, że FIA zdaje się faworyzować w różnych momentach danych kierowców. Chyba nie sposób zliczyć sytuacji, w których na karę zasługiwał m.in. Max Verstappen, a wszystko rozchodziło się po kościach. To tylko generuje kolejne kontrowersje, kiedy fani mają argumenty świadczące o tym, że sędziowanie nie jest do końca uczciwe i równe.

FIA
motorsport.com

Charlie Whiting musiał się tłumaczyć mediom ze sposobu przyznawania kar kierowcom. Stwierdził on, że sędziowie korzystają z bazy obejmującej podobne incydenty z przeszłości i stosowane wówczas kary. Rzecz w tym, że za podobne incydenty upiekło się w przeszłości wielu kierowcom. Oczywiście, sędziowie muszą także uczyć się odpowiednich reakcji na incydenty, ale czy F1 nie istnieje już wystarczająco długo, aby zostawić takie kontrowersje za sobą? Powinniśmy karać wszystkich albo nikogo, ponieważ obecna sytuacja prowadzi w prostej linii do wypaczania widowiska. Łagodniejsze kary dla pretendentów do tytułu i/lub bardziej surowe za szkodzenie tym kierowcom, to nie jest dobra droga.

Punkty karne, reprymendy

Kojarzycie zwrot „sędziowie zajmą się incydentem po wyścigu”? Na pewno, gdyż jest on używany dość często. W teorii ma on służyć uczestnikom danej sytuacji, aby mogli spotkać się z sędziami po zakończeniu rywalizacji i wytłumaczyć sprawę ze swojego punktu widzenia. W praktyce, po wyścigu nie dzieje się absolutnie nic albo są nakładane idiotyczne kary, nie mające wpływu na to konkretne Grand Prix. W takich chwilach dominują kary przesunięcia na starcie do kolejnego wyścigu.

Jakiś czas temu wprowadzono punkty karne. 12 punktów zebranych w ciągu roku skutkuje wykluczeniem z jednego wyścigu. Jak do tej pory jest to martwy przepis. FIA także dość wybiórczo przyznaje te punkty, a kasują się one i tak po 12 miesiącach. Bardzo rzadko stosuje się także reprymendy, a to błąd! Zebranie trzech upomnień skutkuje przesunięciem o 10 pozycji na starcie kolejnego wyścigu. Byłaby to więc dotkliwa kara. Teoretycznie dobre przepisy nie są respektowane przez ich twórców. To jedna z wielkich bolączek panelu sędziowskiego FIA.

Zmienny skład sędziowski FIA

Od lat sędziowie FIA zmieniają się przy okazji każdego weekendu Grand Prix. Debata nad słusznością takiego rozwiązania trwa od dłuższego czasu. W tamtym roku Gunther Steiner z zespołu Haas zasugerował, że stały panel sędziowski wpłynąłby korzystnie na konsekwentne podejmowanie decyzji.

Za każdym razem decyzje podejmowane są w inny sposób a to czasem wpływa negatywnie na mniejsze zespoły. Moim zdaniem sposobem na wyjście z takiej sytuacji jest zatrudnienie stałych sędziów, którzy naprawdę znają się na swojej robocie. (tłumaczenie f1.dziel-pasje.pl)

Gunther Steiner dla Speed Week

Cały czas o tym dyskutujemy, ale wierzymy, że zatrudnienie sędziów na cały sezon doprowadzi jedynie do wielu nowych pytań. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale obecnie uważamy, że nasz kierunek jest bardziej rozsądny (tłumaczenie f1.dziel-pasje.pl)

Charlie Whiting

Jaki jest ten „kierunek” i jakie „szczegóły” są pomijane? Nie wiadomo. A Charlie Whiting mający problem ze wskazaniem plusów zmiennego panelu sędziowskiego, przy jednoczesnym utrzymywaniu takiego rozwiązania, to zjawisko co najmniej podejrzane. Cóż, FIA w przeszłości wiele razy popełniała błąd i miała problem, aby przyznać się do tego przed całym światem. W tej chwili pewne rzeczy są pozostawione do interpretacji aktualnego panelu sędziowskiego. Z racji jego zmienności, owe interpretacje także za każdym razem mogą być inne. I na nic zdaje się wtedy „baza incydentów z przeszłości”. Sprawne działanie zmieniającego się składu sędziów byłoby możliwe tylko w sytuacji bardzo mocnego sprecyzowania przepisów. Rodzi się jednak pytanie – czy jest to odpowiedni kierunek dla sportu?

FIA
ESPN

Wypaczenie widowiska przez FIA

Podsumowując, Formuła 1 nie ma szczęścia, jeśli chodzi o sędziów. Wydaje się, że jest to jedna z części składowych problemu, który skutkuje odwracaniem się od F1 wielu kibiców. Obecnie Liberty Media celuje dość jasno w tzw. „niedzielnego kibica”, więc rozjaśnienie w kwestii przepisów i kar powinno być jednym z priorytetów. Przeciętny widz nie powinien się zastanawiać dlaczego za dwa bliźniacze incydenty przyznawane są dwie różne kary. Do tego te kary nie mogą różnić się w zależności od tego kto jest sprawcą i poszkodowanym. W piłce nożnej mówi się, że sędziowanie jest dobre wtedy, kiedy zapomina się o istnieniu arbitra na boisku. Innymi słowy, kiedy ingeruje on w mecz tylko, gdy to konieczne, a nie skupia na sobie uwagi. W Formule 1 powinniśmy trzymać się tego samego założenia. Póki co, zdecydowanie za często musimy rozmawiać o sędziach i ich decyzjach, zamiast o samym widowisku.

Komentarze

Tagi